Moja rewolucja

Miałam siedemnaście lat. Albo coś koło tego - pozacierało się to wszystko i nie pamiętam dokładnie. Chodziłam po korytarzach mojego liceum i przeprowadzałam ankietę. Z czym kojarzy ci się data 17 września? To był czas przełomu - można już było chodzić po korytarzach i zadawać niewygodne pytania. Już nikt nie wyrzucał za to ze szkoły. Nauczyciele, którzy przez całe lata musieli kamuflować pewne informacje albo i wprost im zaprzeczać, teraz tylko wzruszali ramionami.

Ciekawe czy czuli się głupio? A może wielu naprawdę uwierzyło, że było tak jak uczyły PRL-owskie podręczniki? Kwestia umowna w końcu. Wicie, rozumicie. Cała historia świata jest tak napisana. Wiadomo - piszą ją zwycięzcy.



Zawsze się zastanawiam co myśleli ci twardogłowi, którzy lata wcześniej wstawiali pałę za mówienie prawdy. Mało to było takich przypadków? Zawsze się trafił jakiś niesforny dzieciak, który w trakcie przepytywania przedstawiał nieoficjalną wersję zdarzeń. Łobuz za punkt honoru stawiał sobie wyprowadzenie nauczyciela z równowagi. Mówił zupełnie jakby to on szedł w przepoconym mundurze i bił Sowietów. Myślał: dowalę systemowi. Zwykle kończyło się na tym, że to system dowalał jemu. Młody wylatywał ze szkoły, szedł do kolejnej, a tam, jako jednostka niereformowalna, robił sabotaż da capo al fine.

Był taki, dajmy na to, Mariusz. Jego rodzice - kwiat polskiego podziemia mieli białe kredowe twarze, czerwone rumieńce, prasę drukarską w piwnicy i dziadka w Katyniu. Takie rzeczy płyną we krwi. Musiało przejść na kolejne pokolenie. Chłopak był anty, sprawiał kłopoty. Zawsze mądrzejszy niż kura, zawsze na nie. Gdyby urodził się dziś, pewnie włamywałby się na serwery CIA albo ratował wieloryby. Ale urodził się 20 lat wcześniej. Na szczęście dla niego, uścisk władzy zelżał, system się zwijał, a jego niedawno wszechwładni demiurgowie zmieniali się w kukły podpalane przed budynkami użyteczności publicznej. Przycichło - towarzysze wiedzieli, że nie ma co fikać. Bo to wiadomo co będzie? Młody zdał maturę, przeszedł jak burza przez studia, potem zaczął się kręcić przy biznesie. Nowa władza - dawni koledzy od ulotek, powiedzieli co i jak - w co wejść, jak zadziałać. Wicie, rozumicie. Widziałam go ostatnio. Jechał BMW szóstką. Pewnie na lunch z tymi, co stali po drugiej stronie barykady.

Nie żebym się śmiała z rewolucji. Rewolucje są piękne. Rewolucje zbliżają nas do Boga. Weźmy hasło 'wolność, równość, braterstwo' - sztandar rewolucji francuskiej - przełożenie języka ducha na język materii - pierwsze na taką skalę w czasach nowożytnych. Czy oprócz niszowego Jezusa z Nazaretu, ktokolwiek wezwał do czegoś równie pięknego? Rewolucje są cool. Tyle tylko, że trwają przez chwilę. Energia rewolucji pokrąży, pokrąży i skiśnie - jak wino w starych bukłakach. Wraca status quo - wzajemne uzupełnianie się przeciwieństw. Tak zresztą działa polityka - lewica i prawica potrzebują się nawzajem - idźcie kiedyś na Plac Trzech Krzyży i poobserwujcie jak adwersarze z ekranu przepijają do siebie po godzinach w tamtejszych knajpach.

Ale wracając do ankiety. Chodziłam z tymi kartkami i wypytywałam o 17 września bynajmniej nie z pobudek patriotycznych. Kochałam się w jednym młodzieńcu. On wielbił Dmowskiego i należał do Ruchu Młodzieży Niezależnej. I to on potrzebował tej ankiety. Dla niego byłam gotowa stać na czatach, gdy chłopaki przemalowywali tabliczki na Placu Lenina. (Dziś Plac Pocztowy) Dla niego chodziłam z latarką po bunkrach w Międzyrzeczu, zamiast tańczyć jak normalna nastolatka na dyskotece. Sama wolałam Piłsudskiego, ale nigdy mu o tym nie powiedziałam. Taka jest prawda o mojej rewolucji. Może i dobrze. W końcu, parafrazując, kto w młodości nie był rewolucjonistą, ten na starość będzie skurwysynem.
Trwa ładowanie komentarzy...